About Mirosława Jaszczak



View all posts by Mirosława Jaszczak

Dzień 11, 24.07.2018, wtorek

Od samego rana było ciepło, ale nie przeszkodziło nam to w rozpoczęciu dnia od rozgrzewki. Chociaż skutecznie się po niej obudziliśmy, to rozpoczęta po śniadaniu lekcja Historii Magii na powrót nas uśpiła… Kiedy wszyscy już ziewali i wiercili się na ławkach do klasy wbiegła przerażona Sybilla Trelawney, krzycząc coś o trolu w łazience. Od razu postanowiliśmy, że trola trzeba z zamku szybko wykurzyć. Jednak do starcia z dorosłym górskim trollem przydałoby się duuuużo szczęścia. Za nim udaliśmy się, żeby podzielić między siebie zadania specjalne, przystąpiliśmy do warzenia eliksiru – „Felix felicis” – płynne szczęście. Skoro to się udało, to kolejne problemy nie powinny w ogóle zaistnieć.

Podzieliliśmy się na cztery teamy specjalne – pierwsza ekipa zajęła się polowaniem na dzikiego zwierza. Trole bardzo lubią świeże mięso, miało ono posłużyć do zwabienia go w pułapkę, przygotowaną przez drugą drużynę. Ponieważ trol okazał się być trolicą, trzeci team zaplótł wianek i zebrał kwiaty na piękny bukiet, które miały posłużyć do skuszenia jej do wejścia w pułapkę. Ostatnia grupa zadaniowa wymyśliła zagadki, by udowodnić trolicy, że wbrew swojemu przekonaniu nie jest inteligentna i wprawić ją w takie zakłopotanie by zwiała i nigdy nie wracała!

Wszystkie ekipy wywiązały się ze swoich zadań perfekcyjnie, a plan powiódł się w 100%. Trolica co prawda próbowała nas zwieść słodkimi minkami, ale nie daliśmy się na to nabrać. Mamy wprawę – te miny na nas nie działają :)

Po obiadku nadszedł czas na plażyczkę. Znów było pływanie, chlapanie i berek, a w przerwach budowanie zamku z piasku, gra w piłkę i opalanko. Skoro i tak byliśmy już mokrzy udaliśmy się do łazienki prefektów, żeby zmyć z siebie zapach trola. A kto już był świeży i pachnący pracował nad projektem z Historii Magii (i nie było to wypracowanie na trzy stopy pergaminu). Mieszkańcy każdego z dormitoriów wymyślili legendę założenia swojego domu, zapisali teksty, przećwiczyli i dobrali rekwizyty.

Po kolacji czekało nas dalsze ćwiczenie scenek, a potem mała wyżerka z arbuzem w roli głównej (dziękujemy Angaj!). W ramach zaliczenia projektu z Historii Magii uczniowie musieli zaprezentować efekty swojej pracy przed całym rokiem. Było fantastycznie, fenomenalnie i w ogóle fajnie oraz kaco, byczo i indyczo! Wszyscy bardzo przyłożyli się do zadania i zdali na Wybitny :)

Po tak smacznie i miło zakończonym dniu młodzi czarodzieje szybko zasnęli, zbierają siły na kolejny dzień.

zdjęcia

Dzień 10, 23.07.2018, poniedziałek

Czekał nas kolejny piękny, słoneczny dzień. A zaczęliśmy go wyjątkowo późno i z okazji Dnia Dziecka na śniadanko poszliśmy w pidżamkach (trochę zabalowaliśmy na Ralphie Demolce). Dopiero po śniadanku czarodzieje ze spokojem ubrali się, kto potrzebował odwiedził zakład fryzjerski i zrobili piękne porządki. Tak przygotowani zasiedli do powtórki z transmutacji. Tym razem „gluty” się udały! Wyszły fenomenalne, fantastyczne i w ogóle fajne! Zrobienie ich okazało się proste, a poprzednio musiały zawieść składniki. Nasze super „slimy” można rozciągać, dmuchać w nie przez słomkę, a niektóre odbijają się od stołów całkiem jak piłeczka :) Są przepiękne, kolorowe, brokatowe i błyszczące. Kilka z nich powstało nawet w limitowanej kolekcji (niedostępnej w żadnym sklepie!) – gluty leśne – z odrobiną ściółki :)

Następnym punktem programu była wyczekiwana kąpiel w jeziorku. Wybachaliśmy się aż miło. Był wodny berek, motorówki, chlapanie i podskoki. Niektórzy pływali po warszawsku brzuchem po piasku, inni brodzili na brzegu wyszukując muszli i ładnych kamyczków, znaleźli się też tacy, którzy dostąpili zaszczytu przekroczenia czerwonej bojki. W między czasie znów odbywało się plażowanie, rozgrywki piłki nożnej i budowa zamków z piasku.

Po obiadku dostaliśmy pilną wiadomość z Ministerstwa Magii z Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, że w okolicy mają swoje gniazdo bazyliszki. Ponieważ byliśmy najbliżej znajdującymi się czarodziejami zostało nam zlecone zadanie zlikwidowania ich gniazda. Wiadomym jest, że do pozbycia się bazyliszka potrzebny jest przedmiot o niezwykłej mocy magicznej. Na całe szczęście prof. Trelawney miała wizję i kazała nam zajrzeć do Tiary Przydziału i… wyciągnęliśmy z niej miecz Godryka Gryffindora! Uzbrojeni w ten miecz i wygodne buty ruszyliśmy na wyprawę. Droga była dość długa, ale wreszcie udało nam się dojść do naszego celu. Odbyły się dwa starcia między czarodziejami a bazyliszkami (nasi młodzi adepci zostali podzieleni na dwie ekipy: czarodziejów i bazyliszków, a potem nastąpiła zamiana ról). To jednak była dopiero rozgrzewka. Prawdziwe starcie z prawdziwym bazyliszkiem nastąpiło chwilę później. Oczywistym jest, że bazyliszek zabija wzrokiem więc nie wolno mu spojrzeć w oczy. Dlatego kiedy go podchodziliśmy trzeba było bardzo uważać,a gdy patrzył w naszą stronę obrócić się i zastygnąć bez ruchu. Była to nie lada sztuka. W ostateczności to Nikodem w naszym imieniu pokonał bazyliszka. Po misji zakończonej sukcesem trzeba było jeszcze wrócić na kolację. Niestety drogi w Zakazanym Lesie mają właściwość taką jak schody w Hogwarcie i lubią zmieniać kierunek i miejsce, do którego prowadzą. Tym razem przepowiednia Sybilli Trelawney nie sprawdziła się i wybraliśmy ciut dłuższą drogę na około… Przez to trochę bardziej zmęczeni i trochę spóźnieni dotarliśmy na kolację.

Po spokojnej konsumpcji i chwili odpoczynku wszyscy pomyli buzię i ząbki oraz przebrali się w pidżamki. Tak przygotowani zebraliśmy się w Pokoju Wspólnym, żeby podsumować dzień – oceniliśmy zachowanie i porządki, przyznaliśmy dodatkowe punkty i rozwiązaliśmy sprawy, które trafiły do Czary Ognia. Na zakończenie wysłuchaliśmy kolejnej baśni – „Czara Mara i jej gdaczący pieniek”. Tym razem baśń nam przypomniała, że kłamstwo ma krótkie nogi, więc nie warto kłamać!

Młodzi czarodzieje teraz już słodko śpią :)

Przepis na „super slime”:

  • ślina Norweskiego smoka kolczastego – klej PVA (na klejach ASTRA na 100% wychodzi)
  • wyciąg z liści krzewu rozwidłaka cuchnącego – płyn do prania pięknie pachnący (my użyliśmy Perwoll)
  • roztarte łuski trytona – barwniki spożywcze (polecam te w proszku!)
  • gwiezdny pył z gwiazd w różnym stadium rozkładu – kolorowe brokaty

Trzy łyżki śliny dodajemy do miseczki, następnie wg uznania barwimy ślinę i dodajemy gwiezdny pył. Po dokładnym wymieszaniu dodajemy łyżkę wyciągu z liści i energicznie mieszamy aż nasz slime zacznie odklejać się od ścianek miseczki. W razie potrzeby małymi porcjami dodajemy wyciąg z liści rozwidłaka. Gdy masa odkleja się od ścianek bierzemy ją w ręce i ugniatamy, w razie potrzeby (a raczej będzie) dodajemy więcej wyciągu. Czynność powtarzamy aż do uzyskania pożądanej konsystencji :)

zdjęcia

Dzień 9, 22.07.2018, Niedziela

Piękny dzień odwiedzin już za nami. Jak było każdy wie najlepiej :)

Wieczorkiem po rozstaniach prostszych i mniej łatwych czarodzieje znów skorzystali z mugolskiej technologii i zasiedli w kinie obozowym. Tym razem grali „Ralpha Demolkę”. Bajka była TAK suuuuper, że wszystkie smutki zostały szybko zapomniane, a dzieci cały kolejny dzień powtarzały jej fragmenty :)

zdjęcia

Dzień 8, 21.07.2018, Sobota

Dzień chociaż zaczął się słonecznie, to nad Hogwartem zbierały się czarne chmury – nadszedł czas wizytacji – z Ministerstwa Magii przyjechała pani Mafalda Hopkirk, żeby cały dzień przyglądać się zachowaniu uczniów, pracy nauczycieli i całemu działaniu Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Wszyscy trzymaliśmy kciuki, że wszystko dobrze pójdzie…

Niestety! Fatalistyczne przepowiednie Sybilli Trelawney tym razem okazały się prawdziwe… Chociaż początkowo nic nie zapowiadało problemów… Lekcja transmutacji rozpoczęła się planowo po zrobieniu dokładnych porządków. Mimo tego, że wszyscy postępowali zgodnie ze sprawdzoną instrukcją nie powiodło się nam wykonanie „glutków”, które można wykorzystywać do ćwiczenia transmutacji. Na początek była świetna zabawa z mieszaniem kolorów i dodawaniem brokatu, jednak kiedy doszło do najważniejszego momentu wszystko zaczęło się psuć :( Pomimo usilnych starań nic nie chciało się odpowiednio zglutować. Ostatecznie musieliśmy poddać się – zrozumieliśmy też, że to ewidentnie Irytek (złośliwy duch) namieszał w naszych składnikach. W takiej sytuacji później mogło być już tylko lepiej :)

Dla poprawienia nastrojów młodzi czarodzieje udali się więc na rozgrywki Quidditcha i inne zajęcia sportowe. Świetnie się bawili i bez problemu sami wynajdowali kolejne zabawy. W ruch poszły skakanki, paletki, piłki, hula-hopy, frisbee, a nawet guma!

Po obiadku i tradycyjnym „pół godziny dla słoniny i pół godziny czasu wolnego” uczniowie znów udali się na orzeźwiającą kąpiel w jeziorze czarnym. Tym razem udało nam się załapać na dwie tury kąpieli! W ramach oczekiwania na swoją kolejkę kąpieli chłopaki grali w piłkę, powstał przepiękny zamek z piasku, znaleźli się chętni na rysowanie, a dziewczynki  z przyjemnością nasmarowały się kremami z filtrem i położyły na wygrzewającym wszystko słoneczku.

Przed kolacją odbyła się jeszcze krótka lekcja eliksirów cz. 2 – udało nam się zaczarować balony tak, że same się napompowały! Niezbędne składniki to butelka, roztarte skrzydła zaskrzypiaka australijskiego i jad akromantuli. I balony same się pompują!

Wieczorem czarodzieje ubrani w odświętne szaty zasiedli do ogniska. Oprócz oczywistych śpiewanek posłuchaliśmy baśni o włochatym sercu czarodzieja i dowiedzieliśmy się z niej, że życie bez miłości i bliskich to żadne życie. Udało nam się też ocenić zachowanie i chociaż wpadły nawet TROLE (za podnoszenie kijów i innych badyli z ziemi) to w sumie wszyscy byli grzeczni :)

Po zakończonym ognisku wszyscy szybciutko posnęli czekając na kolejny dzień, dzień pełen wrażeń – odwiedziny!

zdjęcia

Odwiedziny!

Zapraszamy na odwiedziny!

Plan dnia jest taki (uległ drobnemu wydłużeniu):

10:00 – zaczynamy odwiedziny (apel i prezentacja w podobozie – liczymy, że będą Państwo na początku odwiedzin :) )

14:15-16:00 – obiad dla WSZYSTKICH – pyszna grochówka :)

18:30 – Msza Święta polowa z harcerską obstawą – zapraszamy!

19:30 – koniec odwiedzin!

 

Już czekamy!

 

zdjęcia dzień 6

zdjęcia dzień 7

 

Dzień 5, 18.07.2018, środa

Od samego rana było słychać miarowe „kap kap kap” uderzające w namioty, z tego powodu nie odbyła się rozgrzewka ani porządne trzepanie łóżek. Jednak nawet zła pogoda nie była w stanie nam przeszkodzić w dalszym zgłębianiu tajników magii. W czterech grupach uczniowie odbywali lekcje zaklęć i uroków. Dobry ruch nadgarstka to podstawa! Oczywiście liczy się też wymowa. Teraz znamy już zaklęcia: lumos, nox, accio, wingardium leviOsa (a nie leviosAAA), aquamenti, immobulus, aresto momentum, expeliarmus, tarantallegra, titilando, petrificus totalus, drętwota, ascendio, alohomora, upiorgacek, protego i muffliato. Później, w ramach dalszej nauki rysowaliśmy nasze najszczęśliwsze wspomnienia, które pozwolą nam przywołać cielesne patronusy. Czas umilały nam śpiewanki.

Po pysznym obiadku i ciszy poobiedniej odwiedziliśmy łazienkę prefektów i zażyliśmy odświeżającej kąpieli. Ze względu na nadal niesprzyjające warunki atmosferyczne skorzystaliśmy z niezwykłego mugolskiego wynalazku i obejrzeliśmy film – „Harry Potter i Kamień Filozoficzny”.

Po kolacji dokończyliśmy seans oraz rozważyliśmy sprawy, które znalazły się w Czarze Ognia. Tym razem kładąc się spać nie słyszeliśmy kapania – HURA!

Pozdrawiamy,

Wszyscy uczniowie są w łóżkach, żaden nie jest na korytarzu, woźny Filch i Pani Noris pilnują :-)

zdjęcia

Dzień 4, 17.07.2018, wtorek

Dzień niestety nie zaczął się słonecznie, ale też nie padało, było tak średnio :) Po śniadanku i ogarnięciu dormitoriów młodzi czarodzieje byli gotowi do kolejnych hogwarckich lekcji. Korzystając ze sprzyjającej pogody udaliśmy się na rozgrywki Quidditcha. Rozegranych zostało 8 meczów, a momentami emocje sięgały zenitu. Ekipa „Błyskawic” regularnie wymiatała na boisku, ale w ostatnim meczu zostali rozgromieni przez „Myszatki”. Wszyscy zawodnicy byli bardzo zaangażowani i z całych sił starali się doprowadzić swoje drużyny do zwycięstwa. Jednak decydujące punkty zapewniali szukający, którzy po złapaniu złotego znicza zyskiwali 150pkt. W trakcie ostatniego meczu zaczęła się psuć pogoda… Rozgrywki na dzisiaj zostały więc zakończone.

W planie jako następne były zajęcia z zielarstwa. Ale zanim można było do nich przystąpić, potrzebne okazało się zrobienie zakupów. Młodzi czarodzieje za pomocą sieci Fiuu udali się na ulicę Pokątną. Długo rozbrzmiewało głośne „Na Pokątną!”, na szczęście nikt się nie przejęzyczył i wszyscy przenieśli się we właściwe miejsce. Do zakupienia wszystkiego z listy potrzebna była jedna „drobna” rzecz – pieniądze czarodziejów. Na szczęście za drobną pomoc w różnych sklepikach czarodzieje zarobili pewne sumki. Musieli wykazać się znajomością zaklęć i zasad Quidditcha, a także umiejętnością sprawnego latania na miotle i pomysłowością. Na szczęście (mimo, że te wszystkie galeony, knuty i sykle są strasznie skomplikowane…) wszystkim udało się zdobyć niezbędne materiały.

W czasie trwania „półgodziny dla słoniny zdecydowanie zepsuła się pogoda – zaczęło padać. Trochę nam to pokrzyżowało plany, ale bramę udało się dokończyć! Zasiedliśmy w Pokoju Wspólnym, żeby nauczyć się nowej piosenki i trochę popląsać stacjonarnie. Odbyła się też lekcja zielarstwa, w czasie której każdy założył swoją małą hodowlę. Czekamy na dzień, w którym na śniadanku ozdobimy swoje kanapeczki rzeżuchą :)

Kiedy tylko trochę przestało padać szybko udaliśmy się na otwarty teren, żeby trochę się poruszać i pozaklinać pogodę. Odtańczyliśmy specjalny taniec (pod tajemniczą nazwą Alea go go) na razie nie zadziałało… Ale nie tracimy nadziei.

Po kolacji szybciutko umyliśmy zęby i buzie, przebrani w pidżamki spotkaliśmy się w pokoju wspólnym, żeby podsumować dzień. Deszcz bębniący w dach nie ułatwiał zadania, ale mimo to poszło nam całkiem sprawnie! Z tego względu czarodzieje szybciej położyli się do łóżek i mogli skorzystać z dłuższej ‚szarówki” – czasu na wieczorne rozmowy w dormitoriach.

Zasypiamy czekając aż przestanie padać! Jednocześnie uspokajamy – mimo, że przez niektóre dormitoria płyną rzeczki – jesteśmy susi :) Dobre Wolne Skrzaty przybyły nam z pomocą i pomogły zabezpieczyć dormitoria przed przeciekaniem!

 

Jest i ona, długo wyczekiwana: pierwsza partia zdjęć!

 

zdjęcia dzień 1

zdjęcia dzień 2

zdjęcia dzień 3

zdjęcia dzień 4

Dzień 3, 16.07.2018, poniedziałek

Obudziło nas pięknie świecące słoneczko, przy takiej pogodzie od razu lepiej się wstawało i porannie ogarniało :) Mimo drobnych przeprowadzek namiotowych (dla większego komfortu mieszkania) całkiem sprawnie udało nam się uporać z codziennymi obowiązkami.

Dzisiaj pierwszorocznych czekała lekcja latania, ale żeby rozpocząć naukę najpierw trzeba mieć na czym latać! Każdy skompletował sobie odpowiedni zestaw  i bardzo szybko powstały przepiękne i niezwykle dobrze latające miotły. Powstało wiele różnych modeli od Komet, przez Błyskawice po Feniksy i Unicorny. Każda miotła jest spersonalizowana – idealnie dopasowana do wzrostu właściciela, co więcej na każdej znajduje się „wygrawerowana” nazwa oraz imię właściciela. Wyjątkowo pojętni uczniowie szybko opanowali trudną sztukę latania do perfekcji i praktycznie z miejsca dostali się do drużyn Quidditcha.

Rozgrywki, chociaż niedługie, wywołały sporo emocji. Każda drużyna składała się z 7 graczy – 3 ścigających, 2 pałkarzy, 1 obrońcy i 1 ścigającego. Gdy kafel, tłuczki i złoty znicz poszły w ruch, rozpoczęła się gra. Troszeczkę brakowało nam komentatora pokroju (Lee Jordana lub Luny Lovegood) ale i tak zarówno rozgrywki jak i kibice byli na najwyższym poziomie. Wśród uczniów znalazło się też paru doskonale zapowiadających się szukających – błyskawicznie łapali znicza :)

Żar lał się z jasnego nieba, a boisko do Quidditcha niestety znajduje się w pełnym słońcu, właśnie dlatego na dzisiaj zakończyliśmy ten porywającysport. Jeszcze przed obiadem, każdy założył skrytkę w Banku Gringotta. Będziemy w nich chować cenne skarby – różdżki, wspomnieni i ciepłe słowa od innych czarodziejów. Podpisane skrytki zawisną w naszej świetlicy :)

Po tradycyjnej ciszy poobiedniej szybciutko wbiliśmy się w stroje kąpielowe i ruszyliśmy w stronę plaży. Jednak po drodze zatrzymało nas grono pedagogiczne Hogwartu i… zawiązali wszystkim oczy i „pojmali”. Pierwoszorocznych czekały różne próby, którym oczywiście wszyscy podołali. Na koniec udało się nam skorzystać z uroków jeziorka. Co prawda nad głowami zbierały się już czarne chmury, a z nieba zaczynało kapać, nie odstraszyło nas to jednak – w końcu woda to woda :) W międzyczasie wyszło na jaw, że uczniowie z siódmego roku użyli eliksiru wielosokowego i podszyli się pod prof. McGonagall, Trelawney, Hooch i prof. Lupina. To taka hogwarcka tradycja, starsi uczniowie urządzają chrzest pierwszorocznym.

Z nieba troszkę pokropiło i na tym się skończyło. Najsłabszą pogodę czarodzieje spędzili na kąpieli w łazience (prefektów). Po kolacji czyści i pachnący świętowaliśmy urodziny Wery, ocenialiśmy zachowanie i porządki oraz czytaliśmy kolejną baśń – o Fontannie Szczęścia.

 

Liczymy, że jutro znów będzie słonecznie :)

Finite!

P.S. W Hogwarcie internety nie hasają – zdjęć na razie nie będzie… :( Magia niestety zakłóca działanie mugolskich urządzeń…

Dzień 2, 15.07.2018, niedziela

Pierwsza pobudka w Hogwarcie nie była trudna – już od samego rana uczniowie mieli mnóstwo energii i zapału do zajęć. Po pysznym śniadaniu i uporaniu się z porządkami wymaszerowaliśmy w mundurach na Mszę Świętą w Łowyńskim kościele. Droga powrotna poszła nam śpiewająco!

Po obiedzie tradycyjnie – pół godziny dla słoniny i pół godziny czasu wolnego. Później czekały na nas kolejne atrakcje. Żeby móc dalej uczyć się w Szkole Magii i Czarodziejstwa potrzebny jest podstawowy ekwipunek – najważniejsza jest różdżka! Na szczęście wybitny specjalista w tej dziedzinie – Ollivander przygotował nam materiały i każdy mógł wykonać swoją niepowtarzalną różdżkę. Następnie młodzi czarodzieje projektowali nowe herby dla swoich domów.

O godzinie 17 nie mogło nas zabraknąć w strefie kibica zorganizowanej w Wielkiej Sali na finałowy mecz mundialu. Co prawda piłka nożna to sport mugoli, ale jest prawie tak ciekawa, jak Quidditch. W przerwie meczu czekała na nas miła niespodzianka – pogoda dopisała, więc szybko się przebraliśmy w stroje i ruszyliśmy na plażę. Najwięksi kibice wykąpali się pierwsi i wrócili śledzić rywalizację, a pozostali jeszcze trochę poplażowali korzystając ze słoneczka.

Po kolacji odbyło się pierwsze na tym obozie świecznisko. Dużo się działo – aż cztery zuchy otrzymały pierwszą gwiazdkę! Do tego oceniliśmy nasze zachowanie podsumowując dzień, a i czasu na małe śpiewanki nie zabrakło.

Zmęczeni wrażeniami z tego intensywnego dnia nasi drodzy pierwszoroczni szybko zasnęli zastanawiając się, czego nauczą się w Hogwarcie jutro…

 

Przypominamy, że od poniedziałku godziny dzwonienia to: 14:45-15:45.

 

Pozdrawiamy! :-)

Dzień 1, 14.07.2018, sobota

Pierwszoroczni szczęśliwie dotarli na Dworzec King’s Cross (to była bardzo szybka podróż autobusem!), tam niestety czekały nas opóznienia pociągu – okazało się, że doszło do jakiegoś incydentu z udziałem mugoli i pracownicy Ministerstwa Magii musieli zabezpieczyć trasę Expressu Londyn-Hogwart. Żeby nie tracić czasu na czekaniu, młodzi czarodzieje porozmawiali trochę o zasadach panujących przez najbliższe dwa tygodnie i umilali sobie czas zabawami i pląsami. Wreszcie nadjechał wyczekany pociąg i wraz z prof. Sybillą Trelawney i prof. Rolandą Hooch pierwszoroczni ruszyli w podróż! Na miejscu czekali już prof. Minerwa McGonagall i prof. Remus Lupin.

Ze względu na pociągowe opóźnienia Ceremonia Przydziału rozpoczęła się ucztą powitalną, a dopiero potem Tiara Przydziału rozdzieliła adeptów magii do czterech domów: Gryffindoru, Slytherinu, Ravenclaw i Hufflepuffu. Dzięki temu wszyscy bez problemu znaleźli swoje dormitoria i można było zacząć się wprowadzać!  Odbył się instruktaż wieszania munduru na wieszaku i ścielenia łóżek oraz pierwsze próby zaprowadzenia porządku – bo w porządku łatwiej się odnaleźć :) Ale najtrudniejsze już za nami!

Wieczorem nadszedł czas na pląsy i śpiewanki integracyjne w pokoju wspólnym, a po myciu ząbków, już w pidżamkach zasiedliśmy do Baśni Barda Beedle’a – dziś o „Czarodzieju i skaczącym garnku” :)

A teraz wszyscy smacznie śpią :)

Jutro wyjątkowo jemy obiad wcześniej,  więc równie wyjątkowo czas na telefony będzie między 13:45 a 14:45.

A od poniedziałku już normalnie – 14:45 do 15:45.

Zdjęcia postaramy sie załączyć juro!

Pozdrawiamy :)

 

Next page →