Dzień 9, 21.07.2019

Od rana było szaro i buro i nieciekawie i wszyscy byli jacyś tacy zmęczeni i zaspani :(

Na szczęście była niedziela, a zgodnie ze starym zwyczajem w niedzielę można dłużej spać, bo nie ma rozgrzewki! To już pierwszy powód do radości ;)

Przed południem schroniliśmy się przed deszczem w naszej świetlicy, żeby wykonać brakujący element pałacu Cezara. Bo co to byłby za pałac bez Alei imienia Mnóstwa Posągów? Dlatego powstało mnóstwoooo posągów. Były sfinksy (świeże sfinksy), popiersia Cezara i nie tylko, kotorożce (cokolwiek to jest…?), koty, różni Galowie (Asterix, Obelix i Panoramix, a może nawet wódz Asparanoix), wdzięcznym tematem była Gimikis i Obelix, który wpadł do kociołka, a także palmy, zatrute (a może wcale nie) ciasta, a nawet legionista, słoń, gitara i nadgryziony donut!

Wszyscy, którzy okazali się być troszkę szybszymi (a może mniej cierpliwymi) zawodnikami, udali się na turniej gier planszowych. W ruch poszły „spadające małpki”, „dobble”, najzwyklejsze karty i oczywiście „palce w pralce”. Wszyscy byli bardzo zadowoleni z takiego obrotu spraw i zdecydowanie dobrze się bawili. Gdyby nie nadeszła pora na obiad, pewnie do teraz najwytrwalsi lepili by z gliny ;)

Czas do obiadu szybko nam mijał na dobrej zabawie, a w międzyczasie zza chmur wyjrzało słoneczko i od razu zrobiło się tak jakoś przyjemniej! Dodatkowo dzień umilały nam przeróżne słodkości przywiezione wczoraj przez Państwa. Przed południem wszyscy skosztowali pysznych rogalików, a na podwieczorek wleciało ciasto czekoladowe i super placek ^^ Galom uszy się trzęsły prawie tak jakby jedli dzika albo dwa ;)

Po obiadku dzielni Galowie „już” się troszkę przebudzili, pewnie dlatego, że słonko już nieźle grzało. Z ochotą sięgnęli po sprzęt sportowy i tak dobrze się bawili, że nie mieliśmy serca, żeby im przerywać te zabawy. Gdy już wszyscy byli chociaż trochę wybawieni, Kakofonix zabrał Galów na śpiewanki. A jako, że od śpiewania do tańczenia niedaleka droga, to poszliśmy w tan! Ten kto stał na chuście był dyrygentem i pokazywał szalone ruchy, a cała reszta powtarzała. Pojawiły się całkiem egipskie ruchy jak i te bardziej nowomodne jak „zagubiony w windzie”, „nurkowanie” i oczywiście „myjki”.

Tego szaleństwa niestety trochę brakowało. Postanowiliśmy więc odbić sobie na spontanicznej, wieczornej imprezce u Kleopatry. Po Mszy Św. i kolacji Galowie wreszcie nabrali sił i bawili się na maxa! Teraz dopiero były dzikie bonce! Impreza na całego, i to w pidżamkach ;) Wieczór uświetnił nam sam Sławomir, który wpadł do nas, żeby zaśpiewać jeden ze swoich przebojów. Zabawa była przednia!

Na zakończenie podsumowaliśmy dzień, odkryliśmy kolejne przygody z naszej obozowej książki i rozeszliśmy się do łóżek. Podczas wieczornych wygłupów Galowie zużyli tyyyyle energii, że kto tylko przyłożył głowę do poduszki – od razu padał w objęcia Morfeusza.

zdjęcia