Dzień 5, 17.07,2019

Rano obudziło nas słoneczko i oczywiście Kakofonix, jak zwykle uraczając nas swoją radosną twórczością. Zaczynamy się już do tego przyzwyczajać, więc chyba już nic nas nie zdziwi ;)

Po pysznym śniadanku i szybko ogarniętych porządkach postanowiliśmy upiększyć nasze ogrodzenie – teraz jest przepięknie leśne – szyszkowate!

W międzyczasie okazało się, że nasza osada co prawda stawia opór najeźdźcom, ale jest to jedna jedyna osada, ostatnia! Sprawia to pewne problemy przy handlu z okolicznymi wioskami z prowincji Galo-rzymskiej i kupcami z reszty Imperium Rzymskiego. Wierzą oni w inne bóstwa, których my nie znamy. Właśnie dlatego (a może odrobinę z zasady „język wroga trzeba znać”) udaliśmy się do gaju, aby zdobyć informacje, czym opiekują się różne rzymskie bóstwa. Zdobyte informacje należało jeszcze dopasować do imion bóstw. Wszyscy świetnie poradzili sobie z tym zadaniem, mimo tego, że ni stąd ni zowąd zaczęło wiać i rozwiewać dopasowane pary! Galowie jednak się nie poddali.

Gdy zadanie zostało wykonane nadszedł czas na kąpiel… pod prysznicami! Nie wszystkim ten pomysł się spodobał, ale nawet najdzielniejszy Gal musi od czasu do czasu się odświeżyć ;) Kąpiel poszła nam nadzwyczaj sprawnie, więc jeszcze przed obiadem postanowiliśmy dalej pracować nad ogrodzeniem.

Po przerwie poobiedniej wskoczyliśmy w stroje kąpielowe i udaliśmy się nad morze. Co prawda znowu troooochę czasu zajęło nam wyszykowanie się, ale był to element, którego nie mogliśmy sobie odpuścić!

W oczekiwaniu na naszą kolej kąpieli, Galowie wzięli udział w teleturnieju „Koło fortuny” w tematyce (a jakże) bogów rzymskich. Okazało się, że całkiem sporo zapamiętali z układania puzzli i potrafili odgadywać hasła bez wykupienia samogłosek, po jednej literce, a nawet(sic!) bez jakiejkolwiek literki!

Dzisiaj fale znów były idealne do skakania i rzucania się na nie, była suuuuper zabawa. Oczywiście i w wodzie i na lądzie. Zawsze powstają budowle z piasku, tunele i podkowy, ktoś staje się piaskowym posągiem, odbywają się wyścigi i tańce synchroniczne, a pasjonaci uprawiają „plażing, smażing, leżing”.

Po kąpieli popędziliśmy na kolację, a po kolacji szybciorem umyliśmy ząbki i buzie i ubraliśmy się w galijskie stroje. Tak przygotowani ruszyliśmy na miejsce ogniskowe, by spotkać się ze Słowianami i towarzyszami Zawiszy Czarnego. Przy wspólnym ognisku śpiewaliśmy i bawiliśmy się, dzieląc się obozowymi przygodami.

Niestety, gdy słoneczko zachodziło robiło się coraz chłodniej, a w dodatku czas, wbrew piosence, nie zatrzymał się, ognisko musiało dobiec końca. A dla Galów przyszedł czas na spanie. Kto tylko przyłożył główkę do poduszki – zasypiał.

 

zdjęcia