Category Archives: Aktualności


Biwak 9-10.11

W najbliższy piątek (2 listopada) nie spotykamy się na zbiórce, ale za to 9 listopada widzimy się na minibiwaku! Najważniejsze informacje:

Termin: 09-10.11.2018

Miejsce: Siedziba Hufca Poznań-Jeżyce: „Dom Harcerza”, ul. Widna 3, Poznań

Koszt: 20 zł

Początek: 09.11.2018 (piątek), zbiórka o godz. 17:00 w „Domu Harcerza”, ul. Widna 3

Koniec: 10.11.2018 (sobota), odbiór zuchów o godz. 17:00 –również w „Domu Harcerza”

W koszcie biwaku uwzględnione są posiłki (oprócz piątkowej kolacji*)

 

Zabieramy ze sobą:

  • Mundur (w plecaku) – kto ma
  • Koszulka gromady – kto ma
  • Śpiwór, poduszka, piżama/dres, przytulanka
  • Ubranie na dwór odpowiednie do pogody
  • Kosmetyczka: szczoteczka do zębów, pasta do zębów, mydło, krem, szczotka do włosów/grzebień, gumki, spinki, itp.
  • Ręcznik
  • Kubek, menażka/talerz, niezbędnik/sztućce (opisane!)
  • Buty na zmianę (do pomieszczenia) – najlepiej trampki od W-F
  • Teczkę zucha i śpiewnik (kto ma)
  • Leki (jeśli dziecko przyjmuje, podpisane, z opisem jak podawać)
  • Kanapki na kolację w piątek
  • Dobry humor :)

 

Czuj!

dh. Agnieszka Gapińska

Wieści z zebrania

Zgodnie z obietnicą udostępniam:

  • prezentację z zebrania organizacyjnego – prezentacja
  • zgodę na biwak – zgoda_biwak
  • ulotkę z informacjami o biwaku – ulotka
  • I wniosek o podanie leków dla dzieci, które wybierają się z nami na biwak, a zażywają na stałe leki – leki_podawanie

 

Czuj!
pwd. M. Jaszczak

Zbiórka i zebranie z rodzicami

Przypominamy, że dzisiaj w trakcie zbiórki odbędzie się spotkanie organizacyjne dla rodziców zuchów. Serdecznie zapraszamy na godzinę 17:00 do stołówki szkolnej.

Czuj!
pwd. M. Jaszczak

Pierwsza zbiórka 5.10!

Mamy nadzieję, że wakacje i początek roku szkolnego były dla wszystkich bardzo udane ;) Tymczasem mamy dobre wieści!

Serdecznie zapraszamy na pierwszą w tym roku harcerskim zbiórkę naszej gromady, która odbędzie się w piątek 5.10 w harcówce przy SP 89 od 16:00 do 17:30 (to, czy piątek w tych godzinach będzie stałym terminem zbiórek jeszcze potwierdzimy w najbliższym czasie).

Czuj i do zobaczenia! :)

Kadra 89 JGZ Wesołe Krasnale

Dzień 13, 26.07.2018, czwartek

Słoneczko dalej leje się z nieba, ale nie przeszkodziło nam to w żwawej rozgrzewce już od samego rana. Po śniadaniu czekała nas zupełnie nowa atrakcja – lekcja wróżbiarstwa. Poznaliśmy sposoby odgadywania przyszłości z rzutów kostkami, linii życia, serca, głowy i przeznaczenia na dłoni oraz oczywiście z fusów po herbacie. Komuś wyszło coś w kształcie ponuraka, ale spokojnie, co roku się zdarza i nadal wszyscy żyją! Upał nie odpuszczał, więc czas, który został nam do obiadu spędziliśmy na plaży i pluskając się w jeziorku.

Po obiedzie, wyjątkowo nie było ciszy poobiedniej, zamiast tego przyjechali do nas strażacy! Specjalnie dla nas przygotowali pokaz ratownictwa wodnego, szybki kurs pierwszej pomocy i coś, co sprawiło nam najwięcej frajdy: przejażdżkę, prawdziwą strażacką motorówką po jeziorze! Jeśli ktoś ładnie uśmiechnął się do pana strażaka i poprosił, to nawet można się było załapać na TURBO przyspieszenie! Po tylu wrażeniach zostaliśmy nad jeziorem, żeby jeszcze raz szybko się wybachać. Później szybki kurs do łazienki prefektów, na kąpiel trochę inną od tej w jeziorze. Ale to nie był koniec tego intensywnego popołudnia – przed kolacją zdążyliśmy jeszcze zrobić „pastę dla słonia” na zajęciach z eliksirów.

Wieczorem, jak zawsze zasiedliśmy w Pokoju Wspólnym, żeby podsumować dzień. Przeczytaliśmy też ostatnią z Baśni Barda Beedle’a – Opowieść o Trzech Braciach, a także kilka opisów Fantastycznych Stworzeń, żeby lepiej poznać nasz magiczny świat. Później uczniowie położyli się do łóżek, a rozmowy w dormitoriach szybko ucichły, kiedy zasnęli po kolejnym intensywnym dniu nauki w Hogwarcie.

 

zdjęcia

Dzień 12, 25.07.2018, środa

Po raz kolejny już od samego rana przywitało nas piękne słońce. Po rozgrzewce i porządnym śniadaniu czekała nas przygoda – spacer do Hogsmeade. Był czas na mały shopping w Miodowym Królestwie i w Dowcipach Zonka. Kiedy już wszyscy zaopatrzyli się w małe co nieco, to weseli i z buziami umorusanymi lodami ruszyliśmy w drogę powrotną. Przed obiadem zostało nam w sam raz czasu, żeby nadrobić ocenianie zachowania i porządków z wtorku- w końcu ostatnio wieczorem mieliśmy tyle atrakcji, że stały punkt programu musieliśmy przełożyć na kolejny dzień.

Po obiadku słoneczko dalej lało się z nieba, więc skorzystaliśmy i wybachaliśmy się w jeziorze – między turami tradycyjnie okazja, żeby pokopać w piasku albo pokopać piłkę. Po powrocie nadszedł czas na kolejną lekcję. Tym razem poznawaliśmy tajniki opieki nad magicznymi stworzeniami. Wyhodowaliśmy własne gumochłony! Każdy mógł wybrać im kolor, fryzurę i rysy pyszczka. Wszystkie są jedyne w swoim rodzaju. Teraz przed młodymi czarodziejami stoi niełatwe zadanie – muszą opiekować się swoimi nowymi stworzonkami, bo jeśli je zaniedbają, to nie uzyskają zaliczenia z tego przedmiotu.

Wieczorem dopieszczaliślmy naszych nowych przyjaciół, trochę pląsaliśmy, aż w końcu zasiedliśmy w Pokoju Wspólnym, żeby podsumować dzień, ocenić zachowanie i porządki. Oczywiście towarzyszyły nam przy tym gumochłony,które od dzisiaj są naszymi wiernymi kompanami.

Po męczącym, pełnym wrażeń i słońca dniu, uczniowie położyli się do łóżek i szybciutko zasnęli.

zdjęcia

Dzień 11, 24.07.2018, wtorek

Od samego rana było ciepło, ale nie przeszkodziło nam to w rozpoczęciu dnia od rozgrzewki. Chociaż skutecznie się po niej obudziliśmy, to rozpoczęta po śniadaniu lekcja Historii Magii na powrót nas uśpiła… Kiedy wszyscy już ziewali i wiercili się na ławkach do klasy wbiegła przerażona Sybilla Trelawney, krzycząc coś o trolu w łazience. Od razu postanowiliśmy, że trola trzeba z zamku szybko wykurzyć. Jednak do starcia z dorosłym górskim trollem przydałoby się duuuużo szczęścia. Za nim udaliśmy się, żeby podzielić między siebie zadania specjalne, przystąpiliśmy do warzenia eliksiru – „Felix felicis” – płynne szczęście. Skoro to się udało, to kolejne problemy nie powinny w ogóle zaistnieć.

Podzieliliśmy się na cztery teamy specjalne – pierwsza ekipa zajęła się polowaniem na dzikiego zwierza. Trole bardzo lubią świeże mięso, miało ono posłużyć do zwabienia go w pułapkę, przygotowaną przez drugą drużynę. Ponieważ trol okazał się być trolicą, trzeci team zaplótł wianek i zebrał kwiaty na piękny bukiet, które miały posłużyć do skuszenia jej do wejścia w pułapkę. Ostatnia grupa zadaniowa wymyśliła zagadki, by udowodnić trolicy, że wbrew swojemu przekonaniu nie jest inteligentna i wprawić ją w takie zakłopotanie by zwiała i nigdy nie wracała!

Wszystkie ekipy wywiązały się ze swoich zadań perfekcyjnie, a plan powiódł się w 100%. Trolica co prawda próbowała nas zwieść słodkimi minkami, ale nie daliśmy się na to nabrać. Mamy wprawę – te miny na nas nie działają :)

Po obiadku nadszedł czas na plażyczkę. Znów było pływanie, chlapanie i berek, a w przerwach budowanie zamku z piasku, gra w piłkę i opalanko. Skoro i tak byliśmy już mokrzy udaliśmy się do łazienki prefektów, żeby zmyć z siebie zapach trola. A kto już był świeży i pachnący pracował nad projektem z Historii Magii (i nie było to wypracowanie na trzy stopy pergaminu). Mieszkańcy każdego z dormitoriów wymyślili legendę założenia swojego domu, zapisali teksty, przećwiczyli i dobrali rekwizyty.

Po kolacji czekało nas dalsze ćwiczenie scenek, a potem mała wyżerka z arbuzem w roli głównej (dziękujemy Angaj!). W ramach zaliczenia projektu z Historii Magii uczniowie musieli zaprezentować efekty swojej pracy przed całym rokiem. Było fantastycznie, fenomenalnie i w ogóle fajnie oraz kaco, byczo i indyczo! Wszyscy bardzo przyłożyli się do zadania i zdali na Wybitny :)

Po tak smacznie i miło zakończonym dniu młodzi czarodzieje szybko zasnęli, zbierają siły na kolejny dzień.

zdjęcia

Dzień 10, 23.07.2018, poniedziałek

Czekał nas kolejny piękny, słoneczny dzień. A zaczęliśmy go wyjątkowo późno i z okazji Dnia Dziecka na śniadanko poszliśmy w pidżamkach (trochę zabalowaliśmy na Ralphie Demolce). Dopiero po śniadanku czarodzieje ze spokojem ubrali się, kto potrzebował odwiedził zakład fryzjerski i zrobili piękne porządki. Tak przygotowani zasiedli do powtórki z transmutacji. Tym razem „gluty” się udały! Wyszły fenomenalne, fantastyczne i w ogóle fajne! Zrobienie ich okazało się proste, a poprzednio musiały zawieść składniki. Nasze super „slimy” można rozciągać, dmuchać w nie przez słomkę, a niektóre odbijają się od stołów całkiem jak piłeczka :) Są przepiękne, kolorowe, brokatowe i błyszczące. Kilka z nich powstało nawet w limitowanej kolekcji (niedostępnej w żadnym sklepie!) – gluty leśne – z odrobiną ściółki :)

Następnym punktem programu była wyczekiwana kąpiel w jeziorku. Wybachaliśmy się aż miło. Był wodny berek, motorówki, chlapanie i podskoki. Niektórzy pływali po warszawsku brzuchem po piasku, inni brodzili na brzegu wyszukując muszli i ładnych kamyczków, znaleźli się też tacy, którzy dostąpili zaszczytu przekroczenia czerwonej bojki. W między czasie znów odbywało się plażowanie, rozgrywki piłki nożnej i budowa zamków z piasku.

Po obiadku dostaliśmy pilną wiadomość z Ministerstwa Magii z Departamentu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, że w okolicy mają swoje gniazdo bazyliszki. Ponieważ byliśmy najbliżej znajdującymi się czarodziejami zostało nam zlecone zadanie zlikwidowania ich gniazda. Wiadomym jest, że do pozbycia się bazyliszka potrzebny jest przedmiot o niezwykłej mocy magicznej. Na całe szczęście prof. Trelawney miała wizję i kazała nam zajrzeć do Tiary Przydziału i… wyciągnęliśmy z niej miecz Godryka Gryffindora! Uzbrojeni w ten miecz i wygodne buty ruszyliśmy na wyprawę. Droga była dość długa, ale wreszcie udało nam się dojść do naszego celu. Odbyły się dwa starcia między czarodziejami a bazyliszkami (nasi młodzi adepci zostali podzieleni na dwie ekipy: czarodziejów i bazyliszków, a potem nastąpiła zamiana ról). To jednak była dopiero rozgrzewka. Prawdziwe starcie z prawdziwym bazyliszkiem nastąpiło chwilę później. Oczywistym jest, że bazyliszek zabija wzrokiem więc nie wolno mu spojrzeć w oczy. Dlatego kiedy go podchodziliśmy trzeba było bardzo uważać,a gdy patrzył w naszą stronę obrócić się i zastygnąć bez ruchu. Była to nie lada sztuka. W ostateczności to Nikodem w naszym imieniu pokonał bazyliszka. Po misji zakończonej sukcesem trzeba było jeszcze wrócić na kolację. Niestety drogi w Zakazanym Lesie mają właściwość taką jak schody w Hogwarcie i lubią zmieniać kierunek i miejsce, do którego prowadzą. Tym razem przepowiednia Sybilli Trelawney nie sprawdziła się i wybraliśmy ciut dłuższą drogę na około… Przez to trochę bardziej zmęczeni i trochę spóźnieni dotarliśmy na kolację.

Po spokojnej konsumpcji i chwili odpoczynku wszyscy pomyli buzię i ząbki oraz przebrali się w pidżamki. Tak przygotowani zebraliśmy się w Pokoju Wspólnym, żeby podsumować dzień – oceniliśmy zachowanie i porządki, przyznaliśmy dodatkowe punkty i rozwiązaliśmy sprawy, które trafiły do Czary Ognia. Na zakończenie wysłuchaliśmy kolejnej baśni – „Czara Mara i jej gdaczący pieniek”. Tym razem baśń nam przypomniała, że kłamstwo ma krótkie nogi, więc nie warto kłamać!

Młodzi czarodzieje teraz już słodko śpią :)

Przepis na „super slime”:

  • ślina Norweskiego smoka kolczastego – klej PVA (na klejach ASTRA na 100% wychodzi)
  • wyciąg z liści krzewu rozwidłaka cuchnącego – płyn do prania pięknie pachnący (my użyliśmy Perwoll)
  • roztarte łuski trytona – barwniki spożywcze (polecam te w proszku!)
  • gwiezdny pył z gwiazd w różnym stadium rozkładu – kolorowe brokaty

Trzy łyżki śliny dodajemy do miseczki, następnie wg uznania barwimy ślinę i dodajemy gwiezdny pył. Po dokładnym wymieszaniu dodajemy łyżkę wyciągu z liści i energicznie mieszamy aż nasz slime zacznie odklejać się od ścianek miseczki. W razie potrzeby małymi porcjami dodajemy wyciąg z liści rozwidłaka. Gdy masa odkleja się od ścianek bierzemy ją w ręce i ugniatamy, w razie potrzeby (a raczej będzie) dodajemy więcej wyciągu. Czynność powtarzamy aż do uzyskania pożądanej konsystencji :)

zdjęcia

Dzień 9, 22.07.2018, Niedziela

Piękny dzień odwiedzin już za nami. Jak było każdy wie najlepiej :)

Wieczorkiem po rozstaniach prostszych i mniej łatwych czarodzieje znów skorzystali z mugolskiej technologii i zasiedli w kinie obozowym. Tym razem grali „Ralpha Demolkę”. Bajka była TAK suuuuper, że wszystkie smutki zostały szybko zapomniane, a dzieci cały kolejny dzień powtarzały jej fragmenty :)

zdjęcia

Dzień 8, 21.07.2018, Sobota

Dzień chociaż zaczął się słonecznie, to nad Hogwartem zbierały się czarne chmury – nadszedł czas wizytacji – z Ministerstwa Magii przyjechała pani Mafalda Hopkirk, żeby cały dzień przyglądać się zachowaniu uczniów, pracy nauczycieli i całemu działaniu Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Wszyscy trzymaliśmy kciuki, że wszystko dobrze pójdzie…

Niestety! Fatalistyczne przepowiednie Sybilli Trelawney tym razem okazały się prawdziwe… Chociaż początkowo nic nie zapowiadało problemów… Lekcja transmutacji rozpoczęła się planowo po zrobieniu dokładnych porządków. Mimo tego, że wszyscy postępowali zgodnie ze sprawdzoną instrukcją nie powiodło się nam wykonanie „glutków”, które można wykorzystywać do ćwiczenia transmutacji. Na początek była świetna zabawa z mieszaniem kolorów i dodawaniem brokatu, jednak kiedy doszło do najważniejszego momentu wszystko zaczęło się psuć :( Pomimo usilnych starań nic nie chciało się odpowiednio zglutować. Ostatecznie musieliśmy poddać się – zrozumieliśmy też, że to ewidentnie Irytek (złośliwy duch) namieszał w naszych składnikach. W takiej sytuacji później mogło być już tylko lepiej :)

Dla poprawienia nastrojów młodzi czarodzieje udali się więc na rozgrywki Quidditcha i inne zajęcia sportowe. Świetnie się bawili i bez problemu sami wynajdowali kolejne zabawy. W ruch poszły skakanki, paletki, piłki, hula-hopy, frisbee, a nawet guma!

Po obiadku i tradycyjnym „pół godziny dla słoniny i pół godziny czasu wolnego” uczniowie znów udali się na orzeźwiającą kąpiel w jeziorze czarnym. Tym razem udało nam się załapać na dwie tury kąpieli! W ramach oczekiwania na swoją kolejkę kąpieli chłopaki grali w piłkę, powstał przepiękny zamek z piasku, znaleźli się chętni na rysowanie, a dziewczynki  z przyjemnością nasmarowały się kremami z filtrem i położyły na wygrzewającym wszystko słoneczku.

Przed kolacją odbyła się jeszcze krótka lekcja eliksirów cz. 2 – udało nam się zaczarować balony tak, że same się napompowały! Niezbędne składniki to butelka, roztarte skrzydła zaskrzypiaka australijskiego i jad akromantuli. I balony same się pompują!

Wieczorem czarodzieje ubrani w odświętne szaty zasiedli do ogniska. Oprócz oczywistych śpiewanek posłuchaliśmy baśni o włochatym sercu czarodzieja i dowiedzieliśmy się z niej, że życie bez miłości i bliskich to żadne życie. Udało nam się też ocenić zachowanie i chociaż wpadły nawet TROLE (za podnoszenie kijów i innych badyli z ziemi) to w sumie wszyscy byli grzeczni :)

Po zakończonym ognisku wszyscy szybciutko posnęli czekając na kolejny dzień, dzień pełen wrażeń – odwiedziny!

zdjęcia

Next page →