Nowy rok harcerski

Zapraszamy wszystkie dzieci z klas 1-3 na zbiórki zuchowe! W piątki, w godzinach 17:00 – 18:30! Zbiórki gromady odbywają się w zuchówce przy SP 89 :)

 

Zapraszamy!

Czuj!
pwd. M. Jaszczak

Dzień 10. 10.07.2017

Kolejny dzień zaczął się słonecznie! Wszystkich nastrajało to pozytywnie. Dlatego, gdy już wreszcie uporaliśmy się z porządkami i każdemu udało się zlokalizować i przyodziać strój kąpielowy oraz ustawić w dwuszeregu, okazało się, że coś jest nie tak. Wszystkie stałe mieszkanki Nibylandii (Dzwoneczek, Janeczka, Michasia, Tygrysia Lilia i Wanda) jakoś dziwnie się zachowywały. Michasia związywała dzieciom ręce, Dzwoneczek słyszała głosy, a Janeczka, Tygrysia Lilia i Wanda śmiały się, tańczyły w kółko, biegały i ogólnie rzecz ujmując zachowywały się dziwnie. Dopiero, gdy pojawił się Piotruś Pan i zobaczył co się wyprawia, zorientował się, że dziewczyny zostały opętane przez syreni śpiew, a jedyny sposób, żeby je odczarować to kontakt ze słoną wodą.

Nie było łatwo, ale Zagubione Dzieci dotarły na plażę poganiane przez szalone, biegające w tę i wew tę dziewczyny. Na miejscu wcale nie było łatwiej. Żadna z nich nie dała się łatwo wprowadzić do morza. Trzeba było podstępem przekonać je, że w ten sposób spotkają się z syrenami, z którymi tak bardzo chciały się spotkać. Ostatecznie w kupie siła, w kupie moc – udało się wrzucić do wody najpierw Wandę, potem Tygrysią Lilię, Michasię i Janeczkę, które szybko odzyskały zmysły. Następnie dla bezpieczeństwa wszystkich Zagubione Dzieci do wody wepchnęły też Piotrusia Pana, a potem same skorzystały z leczniczej kąpieli. Woda może nie była jakaś super ciepła, ale jak już się weszło do wody to okazywała się całkiem przyjemna. No i krokodyl Mauti z nami pływał :) Ci którzy akurat się nie kąpali korzystali z innych uroków plażowania – znaleźli się oczywiście amatorzy opalania, ale byli i czytelnicy i budowniczowie, a także pomagierzy, którzy wspierali starsze koleżanki i kolegów z Contrastu w budowie twierdz i okopów. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i trzeba było się zwijać z plaży…

Po obiedzie z aktywnym sportowo czasem wolnym zbiesiła się nam pogoda. Akurat wtedy kiedy szykowaliśmy się do kąpieli – tym razem pod prysznicami. Kiedy już wszyscy (czyści i pachnący) wrócili z odległego Cypla drewnianej nogi. Zasiedliśmy  w Pokoju Bajek by wspólnie bawić się, jednocześnie chowając się przed deszczem. W kółeczku krążył talarek oraz odgadywaliśmy regułę odpowiedzi obowiązującą w „szpitalu wariatów” , a potem (niestety w strugach deszczu) poszliśmy na kolację.

Padać przestało dopiero gdzieś w okolicy wieczornej toalety i przebierania się w pidżamki. Kiedy zasiadaliśmy w Pokoju Bajek, deszcz jeszcze kapał uderzając o dach świetlicy i utrudniając nam komunikację. Dlatego ważne sprawy zostało szybko wyjaśnione  i po krótkim śpiewanym przerywniku, Wandzia przeczytała następny rozdział naszej lektury :)

I wtedy Zagubione Dzieci mogły już spokojnie iść spać!

Dzień 9, 09.07.2017, niedziela

Obudziło nas piękne słoneczko. Co więcej, ponieważ poprzedniego dnia Dzieci dość późno zasnęły w planach była późna pobudka i pidżamkowe śniadanko. Ale okazało się, że większość z nich nie spała już o 7:15… Trzeba było więc wstać… Jak to w niedzielę nie było zwykłej rozgrzewki. Mieliśmy jednak mnóstwo czasu dlatego wszyscy usiedli w kole i rozpoczęły się zabawy, które trwały aż do wyjścia na śniadanie – pidżamkowe śniadanie :) Dopiero po nim poszliśmy się ubrać i umyć buźki i zęby – fajnie jest tak czasem pochodzić w pidżamce ;)

Ponieważ dopisywała nam pogoda, wybraliśmy się na plażę. Wzięliśmy Mautiego i wiaderka, wyposażyliśmy się w ręczniki i mleczka do opalania i ruszyliśmy na podbój plaży. Niestety byliśmy tam raczej krótko – szykowanie się do wyjścia zabrało nam tyyyyle czasu… Na szczęście trochę zabawy jednak było :)

Co więcej, zaraz po obiedzie ruszyliśmy z powrotem na plażę! Cisza poobiednia i czas wolny każdy spędził tak jak lubi najbardziej na plaży – budując zamki z piasku, szukając ciekawych kamieni, zamieniając się w smażoną frytkę lub kopiąc głębokie dziury. Zabawa mogłaby trwać w najlepsze do samego wieczora, jednak czekała nas jeszcze wyprawa do Rusinowa na Mszę Św. Droga znów wydawała się dłuższa do niż z kościoła (to pewnie przez to, że do jest pod górkę…). Droga powrotna była dodatkowo umilana śpiewami marszowymi – tymi ogólnie znanymi, trochę mniej znanymi i radosną twórczością Janeczki i Wandzi.

Prosto z Rusinowa dotarliśmy na kolację, a po kolacji szybciutko przebraliśmy się w stroje nocne i ogarnęliśmy toaletę wieczorną, tak by jak najszybciej spotkać się w Pokoju Bajek. Po szybkim rozwiązaniu spraw bieżących, odbyła się akcja „Cała Nibylandia czyta dzieciom” i Zagubione dzieci poznały historię z następnego rozdziału książki „Piotruś Pan i Wanda”.  A potem wszyscy szybko i grzecznie zasnęli :)

Dzień 08.07.2017, sobota

Sobota przywitała nas pochmurnym niebem, które nie wróżyło nic dobrego. Jednak Wanda raz po raz zaklinała rzeczywistość mówiąc „przeciera się” albo „przejdzie bokiem” no i cóż powiedzieć – miała rację! Jak większość z Państwa doskonale wie, chociaż odwiedziny nie zaczęły się najpiękniejszą pogodą, to później spokojnie można było korzystać z uroków morza i plaży.

Po skończonych odwiedzinach Zagubione Dzieci udały się na seans, dla otarcia łez i odpędzenia smutków :) Kiedy kładli się spać nie było już łez w oczach!

Dzień 7, 07.07.2017, piątek

Dzień nie był od rana taki piękny jak mógłby być, ale i tak udało nam się zwlec z cieplutkich łóżeczek. Na śniadaniu czekała nas (a tak naprawdę Dzwoneczka) niespodzianka – wielkie śpiewanie sto lat naszej wróżce z okazji kolejnej rocznicy 18-stych urodzin. Jak się później okazało nie był to jednak dla niej najszczęśliwszy dzień. Ewidentnie wstała lewą nogą i na wszystkich od rana warczała i pokrzykiwała. Nikt nie mógł się z nią dogadać i wszyscy mieli dość jej zachowania. Kumulacja złego nastroju nastąpiła, gdy postanowiła zebrać Zagubione Dzieci w dwuszeregu, a jako że nie mieli szansy usłyszeć komendy – nie zdążyli się ustawić, więc Dzwoneczek się na nich śmiertelnie obraziła. Wanda i Piotruś próbowali ją przekonać, że tak nie można, dlatego Cynka nakrzyczała też na nich…

Michasia, Janeczka, Wanda, Tygrysia Lilia i Piotruś wraz z Dziećmi uzgodnili, że chyba najlepszym sposobem na naprawienie sytuacji będzie przygotowanie repertuaru artystycznego „Uśmiech dla Cynki”. Mieszkańcy każdej norki zabrali się do przygotowywań. Pisali scenariusze, układali piosenki, projektowali i wykonywali kostiumy, ćwiczyli grę na gitarze i śpiew, malowali i oczywiście odbywali próby teatralne. Praca wrzała w każdym zakątku Drzewa Wisielca. Zaangażowanie w pracę twórczą było tak duże, że występy musiały zostać przeniesione na popołudnie.

Niestety już w trakcie obiadu zaczęło kropić z nieba i wydarzenie artystyczne, uprzednio planowane w plenerze, musiało zostać przeniesione do Pokoju Bajek. Po upływie półgodziny dla słoniny i czasu wolnego, mali artyści zebrali się w Pokoju bajek, gdzie wyznaczona została scena. Wszyscy wstrzymali oddechy, by Cynka się niczego nie domyśliła. Piotruś, Janeczka, Tygrysia Lilia i Michasia podstępem i siłą sprowadziły obrażonego Dzwoneczka. Kiedy tylko ta się pojawiła rozpoczęły się występy! Były śpiewy i gra, autorskie melodie i słowa, przedstawienia i życzenia, a nawet improwizacje. Dzwoneczek z każdą kolejną minutą była coraz bardziej uśmiechnięta. Nic dziwnego – w końcu wszystkie występy były suuuuper :)

Cynka była tak uszczęśliwiona, że w podziękowaniu postanowiła każdemu sprezentować odrobinę magicznego pyłu na czarną godzinę – w razie gdyby była potrzeba powrotu do Nibylandii. Jednak najpierw należało zdobyć niezbędne materiały. Zagubione Dzieci w małych ekipach biegały po „giełdzie” by „zakupić” niezbędne produkty w jak najniższych cenach. Liczył się spryt i szybkość, a także odrobina sprzętu. Na szczęście wszystkim się udało w krótkim czasie nabyć odpowiednie rzeczy – buteleczkę, kartki, menażkę, ogień, kredki i sznurek.

Po kolacji każdy z nas utrwalił na kartce swoje najszczęśliwsze wspomnienie – element niezbędny by móc latać. Następnie ćwiczyliśmy naszą wspaniałą piosenkę obozową, która ogromnie się wszystkim spodobała już od pierwszego usłyszenia :) Dość szybko Zagubione Dzieci znalazły się w łóżkach – w końcu następny dzień to sobota, a sobota to dla nas wszystkich ważny dzień!

Dzień 6, 06.07.2017, czwartek

Dzisiaj już od samego rana wspaniale grzało słonko, czuliśmy, że to będzie TEN dzień. Po śniadanku wbiliśmy się w krótkie spodenki, a dziewczynki wyciągnęły nawet sukienki. Ale był warunek – jeżeli będzie porządek pójdziemy na plażę. No i w ten oto sposób Zagubione dzieci zabrały się za sprzątanie. A co to było za sprzątanie! Trwało i trwało, a końca nie było widać…

Ostatecznie chyba nie udało się doprowadzić norek do idealnego porządku. A wszystko przez to, że nagle przez nasz podobóz przebiegł śmiertelnie przerażony Kapitan Hak, którego gonił krokodyl Tiktak. Wanda, Janka i Michasia wpadły w panikę, Dzwoneczek zwiała co sił w skrzydełkach i tylko Piotruś zachował zimną krew ogłaszając wszem i wobec, że niczego się nie boi (taki to ma dobrze…). Jednak od strachu dziewczyny szybko przeszły do zauważenia, że taki krokodyl to dobra ochrona przed piratami! Zagubione Dzieci wyruszyły więc na przeszpiegi – czy ktoś wie o co chodzi z tymi krokodylami? Czy wiadomo, gdzie można takiego znaleźć?

Na szczęście druh komendant jest zawsze dobrze poinformowany i widział, że krokodyle szły brzegiem morza w stronę „miasta”. Szybko (no wcale nie tak szybko, bo okazuje się, że znalezienie plecaczka zaraz po zrobieniu porządków to wcale nie jest takie hop siup…) zebraliśmy się i wyruszyliśmy tropem krokodyla. Wandzie przypomniało się, że kiedyś od siostry przyjaciółki brata chłopaka znajomej Dzwoneczka usłyszała o wielkim zlocie krokodyli, który zawsze odbywa się jakoś na początku lipca. No i chyba trafiliśmy na właściwy trop. Plaża była raczej zaludniona (im bliżej Rusinowa tym więcej ludzi i krokodyli), a brzeg momentami kamienisty (zaliczyliśmy więc wspaniały masaż stóp!), ale udało nam się dotrzeć na miejsce i zdobyć jednego krokodyla. Szybko otrzymał swoje imię – Mauti, i wspólnymi siłami udało się nad nim zapanować. Zanim wróciliśmy do Drzewa Wisielca zatrzymaliśmy się na pysznych lodach. Zagubione Dzieci zjadły po kulce tych pysznych smakołyków i pognały na obiad!

Niektórzy zmęczeni, jedni bardziej inni mniej, wszyscy dotarliśmy na obiad. A zaraz po nim nastała cisza poobiednia – pół godziny dla słoniny i pół godziny czasu wolnego, który upłynął głównie na grach i zabawach sportowych. Tak naprawdę to nasze pół godziny czasu wolnego zostało troszkę skrócone, żebyśmy mogli ze spokojem przebrać się w stroje kąpielowe. I tak to się zaczęło!

Na plażę zabraliśmy Mutiego, żeby go oswoić. Ależ to było wspaniałe, acz wymagające zadanie. To wcale nie jest takie proste utrzymać się na krokodylku, gdy fala zalewa i wszystko się chwieje. Na szczęście podołaliśmy  i temu :) Oprócz kąpieli w ruch poszły wiaderka, łopatki, grabki, foremki i wszystko inne, co akurat mogło się przydać do zabawy w piasku. Niektórzy oczywiście nadal najchętniej skakali nad falami, albo zakopywali się wzajemnie w piasku – grunt, że nie opuszczały nas dobre nastroje.

Wieczorkiem szybko ubrani w pidżamki i umyci, zebraliśmy się w Pokoju Bajek. Udało się rozwiązać nasze pierwsze problemy, przyjąć nowe okrzyki i posłuchać bajki na dobranoc. Jak dobrze się zasypiało później… :)

Dobranoc!

 

P.S. Na odwiedziny zapraszamy od 12:00-20:00! Podaję dokładną mapkę dojazdu:

Nibylandia

 

 

Dzień 5, 05.07.2017, środa

Dzień zaczął się słonecznie, ale dość wietrznie. Po krótkiej rozgrzewce udało się nam dobudzić i zabrać do codziennych zadań – zaczynając od ubierania się i nawet zdążyliśmy na śniadanko :) Zaraz po nim, jak co dzień, został otwarty salon fryzjerski, a dziewczynki zyskały całkowicie nowy image, no chyba, że nie zgłosiły się do czesania przed wyjściem na… plażę!

Chociaż okropnie wiało to było naprawdę suuuper! Sprawdziliśmy organoleptycznie, czy woda w morzu jest mokra, słona i zimna. Otóż tak, jest. Większość Zagubionych Dzieci chętnie moczyła stopy i skakała nad falami, aż trzeba było ich stopować, bo najchętniej wskoczyliby w ciuszkach po pas (niczym ten harcerz w pokrzywy…). Oprócz morskiego brzegu równie dużym powodzeniem cieszyły się latawce oraz specjalny sprzęt do piasku – każda ekipa zamieszkująca jedną norkę ma swój własny zestaw zabawek, o które musi dbać. Zobaczymy jak sobie poradzą z tym zadaniem. Powstawały babki duże i małe, tunele, dziury, fosy, piaskowe lody i wiele, wiele innych. W czasie zabaw udało się też wyłonić mistrza refleksu i skoku w zabawie woda-ląd. Nie udało się natomiast rozstrzygnąć konkursu na najpiękniejszy zamek z piasku – wszystkie były wyjątkowe i piękne :)

Po obiadku i ogromnej ilości telefonów (linia rozgrzana do czerwoności…) ruszyliśmy pod prysznice. Dokładna kąpiel i poszukiwania obecności małych i niechcianych przyjaciół (że kleszcze) zakończone sukcesem. Zagubione dzieci umyte i jeden kleszcz znaleziony i usunięty! 1:0 dla Nibylandii!

Po kolacji zasiedliśmy w Pokoju Bajek, żeby popląsać, pobawić się, pośpiewać i zapoznać się z kilkoma drobnymi sprawami, takimi jak Bank Pozytywnych Myśli, Czara Spraw i Piasek Prawdy (to takie nasze tajemne nazwy, ale to wcale nie tajemnica co oznaczają!). Zmęczeni całym dniem szybko zasnęliśmy, bo nadeszła pora by przyciąć komara!

Dzień 4, 04.07.2017, wtorek

Dzień zaczął się lekkim wspomnieniem poniedziałku – ciągle kapało z nieba… Ale było znacznie lepiej niż poprzedniego wieczoru! Powoli przejaśniało się i przecierało, a my robiliśmy porządki i ocenialiśmy straty. Ale w sumie żadnych strat nie było ;) Kiedy udało nam się uporać z łóżkami i półkami spotkaliśmy się w Pokoju Bajek, który nagle pojawił się w naszym Drzewie Wisielca. Ciiii! To jest top secret, że to kryjówka Piotrusia Pana!

Skoro już oficjalnie staliśmy się Zagubionymi dziećmi nadszedł czas na przygotowanie strojów odpowiadających warunkom Nibylandii. W ten sposób każdemu wyrósł ogon! Pojawiły się piękne długie lisie ogony, słodziutkie kuleczki zajęcy i niedźwiedzi, paskowane ogony szopów oraz wszystkie inne ogony wiewiór, sarenek, dzikich kun i wilków. Chociaż zadanie było proste, zajęło nam baaardzo dużo czasu. Jednak uśmiechy nie schodziły z pyszczków.

Po pysznym obiedzie i czasie wolnym pełnym sprzętu sportowego i Państwa telefonów zabraliśmy się do wykonania drugiego, równie ważnego i nawet bardziej efektywnego elementu stroju. Na głowach Zagubionych dzieci pojawiły się uszka :) Cale szczęście, że się pojawiły, bo akurat dzisiaj okazały się niezbędne!

Po kolacji przystroiliśmy się w uszka i ogonki i pięknym dwuszeregiem zawędrowaliśmy na apel oficjalnie rozpoczynający obóz. Prosto stamtąd zawędrowaliśmy na ognisko. Było radośnie, śpiewająco i głośno, ale wszystkie Zagubione dzieci wczuły się w klimat tego ogniska. W związku z dobrą zabawą poszliśmy spać trochę później niż zwykle… Oby nie było rozgrzewki następnego ranka, żeby móć dłuuużej pospać :D

 

Dobranoc!

 

P.S. W czasie ciszy poobiedniej 15:15-16:15 można dzwonić też na telefon drugiej dh Natalki – 501-191-926

 

Dzień 3, 03.07.2017, poniedziałek

Rano obudził nas Piotruś Pan (oprócz słoneczka) z pomocą Dzwoneczka. Wszystkie zuchy znalazły się w Nibylandii!

Po śniadanku udało się zaprowadzić względny porządek. A następnie udaliśmy się na Cypel Drewnianej Nogi i zażyliśmy odświeżającej kąpieli pod prysznicami, było suuuper. W tym samym czasie, wspólnymi siłami powstało ogrodzenie naszego podobozu, teraz jest trudniej – trzeba pamiętać, że wychodzi się przez bramę, a nie pod ogrodzeniem…

Po obiedzie na czasie wolnym w ruch poszedł sprzęt sportowy. Były piłki, jakby ringo, skakanki i badminton i duuużo zabawy. Aż żal było przerywać ;)

Jednak nadszedł czas na odkrycie nazw swoich obozowych szóstek. Odbyła się gra w memory,  w której odkryta para stawała się nazwą tej szóstki. Ćwiczenie pamięci ewidentnie ma przyszłość, gdyż zapamiętywanie sprawiło wiele trudności. Ale emocji było co niemiara. Ostatecznie w Nibylandii pojawiły się szóstki: niedźwiady, wiewióry, lisy, kuny, zające, sarny, szopy i wilki.

Po kolacji na szczęście udało się nam ogarnąć wnętrza „nor” i jak tylko się zebraliśmy w kręgu na ławeczkach – zaczęło padać! A chwilę później padało juz konkretnie z nieba. Akcja ratunkowa była szybka (zakładanie plandek na namioty), ale jednak okazało się, że trwało to dłużej niż tylko chwilę. Wszystkie zuchy poszły spać raczej wcześnie :)

Dobranoc!

Dzień 2, 02.07.2017, niedziela

(więcej…)