Dzień 6, 18.07.2019
Dzisiejsze rano bardzo odbiegało od bliskiego rutynie wycia Kakofonixa. Po pierwsze pobudka była troszkę później, po drugie… nie było Kakofonixa! Galów obudził wódz Asparanoix, narzekając, że bard gdzieś wybył i nie wywiązał się z obowiązkowego przeprowadzenia pobudki i rozgrzewki. W konsekwencji czego, wszyscy trochę zaspaliśmy, a wódz musiał w zastępstwie przeprowadzić rozgrzewkę. I kiedy już wracaliśmy z porannej zaprawy, nagle rozległo się wołanie o pomoc. Okazało się, że Falbala znalazła związanego Kakofonixa, z jabłkiem w buzi! Chyba Słowianom nie spodobała się poranna twórczość… ;)
Po śniadanku galijscy szpiedzy donieśli, że Rzymianie znów chcą spróbować podbić naszą osadę! Postanowiono więc, że czas zacząć przygotowania do boju. Galowie spróbowali swoich sił w skradaniu się, czołganiu się, rzutach do celu oraz wytrzymałości fizycznej. Zostały też przećwiczone elementy musztry – Galowie są wybitnymi wojami, dlatego muszą umieć sprawnie przemieszczać się w dwuszeregu, a przede wszystkim na czas stawiać się na zbiórce. Dla wygranej kluczowa jest też znajomość taktyki wroga. Z tego właśnie powodu przećwiczyliśmy różne formacje bojowe, między innymi formacja żółwik (ale taki jak w naturze), żeby wiedzieć jakie są słabe i mocne strony poszczególnych ustawień. Na zakończenie szkolenia bojowego każdy Gal znalazł sobie odpowiednią broń, która posłuży mu do obrony galijskiej osady.
Po obiadku i oczywiście odpoczynku spodziewaliśmy się ataku Rzymian. Ponieważ jednak nigdzie było ich widać postanowiliśmy wybrać się na plażę. Na wszelki wypadek jednak uzbroiliśmy się i przygotowaliśmy do walki wypijając łyk napoju magicznego. Nie wiedząc do końca czego się spodziewać ruszyliśmy ku przeznaczeniu.
Nie zaszliśmy daleko, gdy zza drzew wychylili na nas legioniści. Porzucając plażowy ekwipunek, z bojowym hasłem na ustach „klops!” Galowie rzucili się do walki. Wzmocnieni napojem magicznym bez problemu poradzili sobie z przeważającymi siłami wroga. Na szczęście mieli litość i wszystkich pokonanych wzięli do niewoli… Na pewno ich rany zostaną opatrzone. Gdy wioska była już bezpieczna nadszedł czas na dalszą część drogi nad morze.
Na plażyczce pięknie świeciło słonko, fale były z reguły spokojne, a czasami pojawiała się jakaś większa fala ku uciesze kąpiących się (a może pluskających?). Woda wydawała się być lekko zimna, ale nie przeszkodziło to w kąpieli :)
Wieczorem pięknie umundurowani zasiedliśmy do świeczniska , w czasie którego Obietnicę Zucha złożyli Lena i Teodor, Obietnicę Zucha Ochoczego: Julka, Dalia i Jerzyk, Obietnicę Zucha Sprawnego: Stas Sz. Troszkę też pośpiewaliśmy, ale to jest na czym musimy pracować, bo troszkę słabo śpiewamy…
Ale to nie dzisiaj, bo wszyscy już daaaaawno śpią!
