Dzień 12, 24.07.2019

Na dzisiaj Panoramix zapowiadał przepiękną pogodę, więc postanowiliśmy przedłużyć nasze wczasy w Egipcie i spędzić „dzień na plaży”. Jednak gdy wstaliśmy, chociaż było ciepło, próżno było szukać słoneczka, bo całe, calutkie niebo było zakryte… Nawet zrobiło nam się troszkę smutno.

Postanowiliśmy więc zmienić ciutkę nasze plany i na osłodę życia, zaraz po ogarnięciu piramid, wybraliśmy się „do miasta” na lody lub gofry. Były przepychota! Z nowymi siłami obraliśmy kurs na latarnię morską. Odbyliśmy prawdziwą wspinaczkę pod górę. A naszą nagrodą była wspinaczka po 122 stopniach (policzone!) Widok niestety nie był powalający ze względu na umiarkowaną widoczność. Mimo to, udało nam się zlokalizować i morze i miasto oraz pomachać grupie czekającej na dole. Nawet upolowaliśmy magnesiki (niektórzy zdobyli z latarnią z Ustki…).

Po południu dużo się nie działo – plaża, plaża i jeszcze raz plaża. Uprawialiśmy smażing, plażing, leżing oraz taplanie się w wielkiej kałuży. Dzisiaj nie było prawie fal, więc na wodzie pojawił się wielki nadgryziony donut, flaming, krokodyl (prosto z Nilu) i inne cuda na kiju.

Wieczorkiem szybkie prysznice i podsumowanie naszego dnia. Porozmawialiśmy sobie trochę o naszych sprawach z Kociołka Panoramixa i poznaliśmy kolejny fragment przygód bohaterów naszej książki. Po dniu pełnym wrażeń Galowie szybko zasnęli.

 

Zdjęcia