Rano siąpiło z nieba, więc nie było rozgrzewki – taki prezent od pogody. Poranek upłynął nam pod znakiem „przyjeżdża sanepid” – szalone porządki, dzięki którym w hotelach zapanował prawdziwy ład. Chociaż niestety trwało to i trwało. Następnie spotkaliśmy się, żeby ocenić zachowanie za poprzedni dzień.
Kiedy zaległości zostały już nadrobione turyści udali się na drobne londyńskie stragany, żeby nabyć 4 produkty ze swojej listy zakupów. Jak to bywa z handlarzami trzeba było wymieniać towary i wykonywać drobne prace różne. Zakupy wszystkim poszły sprawnie i jeszcze przed obiadem turyści wyposażeni byli w rolki po papierze toaletowym, folię, cekiny i tekturę. tylko, że jeszcze nie wiedzieli po co im to wszystko…
Po obiedzie i tradycyjnym „pół godziny dla słoniny” oraz czasie wolnym, na którym sprzęt sportowy jak i sprawności są intensywnie wykorzystywane przyszedł czas na „czyścioszka”. Turyści zwiedzili prysznice, pod którymi była naprawdę ciepła woda! Nareszcie można było dokładnie się wyszorować i wymyć włosy. Dodatkowo niektórzy musieli uskutecznić pranie majtek i skarpet – tak, żeby móc chodzić w czystych do odwiedzin (ufka, że to już w SOBOTĘ, bo nie trzeba było nie wiadomo ile prać…).
I tacy idealnie czyści odgadliśmy hasło z wisielca i znów trzeba było iść jeść. Po kolacji z zakupionych wcześniej materiałów każdy wykonał przepiękną lornetkę. Dzięki temu turyści będą mogli jeszcze lepiej zwiedzać London i dostrzegać nawet te oddalone szczegóły :). Potem już tylko śpiewanki, „cała Anglia czyta dzieciom” i oceny zachowania. No i można było iść spać.
Warto też wspomnieć, że co dzielniejsze Zuchy podjęły się zdawania sprawności „Muchomorka” i dziś przeszli pierwszą próbę – próbę milczenia. Niektórym udało się nie wydawać z siebie żadnych dźwięków przez całą godzinę. Wielkie gratki! Jutro próba (nie)jedzenia… Zobaczymy ile osób wytrwa :)
Sleep well!
zdjęcia – comming soon
Dzień zaczął się niezbyt optymistycznie, do typowej londyńskiej pogody brakowało tylko lekkiej mżawki… Na szczęście wzorem lat ubiegłych z biegiem czasu „przecierało się” i w ostatecznym rozrachunku pogoda była naprawdę udana :)
Młodzi turyści „już” po zrobieniu porządków udali się na 221B Baker Street, żeby zwiedzić muzeum Sherlocka Holmesa i zapoznać się z jego historią. Ale oprócz poznania genialnego detektywa, turyści zgłębili tajniki sztuki dedukcji. Co więcej, dokładnie przećwiczyli tę trudną sztukę podczas wielu zabaw, w których musieli zauważać najdrobniejsze szczegóły. Niczym prawdziwy Sherlock Holmes. Chwycili też za lupy i dokładnie obejrzeli własną skórę i włosy, porównali strukturę piasku i ziemi, ale największym zainteresowaniem cieszyła się gąsienica. Oczywiście przed południem nie zabrakło też biegania i pląsów na łonie natury, jak wszystko tutaj :)
Po południu znów udaliśmy się na tor – niby ten sam, ale inny – lekko przeniesiony. I znów było bieganie i pełna radość z kierownicą w rękach. Tym razem nawet guide Lizzy chwyciła za kierownicę i śmigała razem z turystami pożyczonym BMW. Kiedy już wszyscy się troszkę wyszaleli wróciliśmy do Londynu, zbliżał się teatime. Jednak to co zastaliśmy w Londynie nie mieściło nam się w głowach. Poprzewracane ławki, porozrzucane papiery i porozwalane bibuły po całym terenie. Nawet śpiewniki przewodników wylądowały na ziemi… Ale naprawdę najgorsze było to, że w tym całym bałaganie był pusty kartonik po jeżykach i dwa papierki po tych batonikach. Wniosek prosty – ktoś ukradł nasze podwieczorki!!!
Od razu turyści przystąpili do działań, w końcu sztukę dedukcji zdążyli już opanować niemalże do perfekcji. Na szczęście znalazło się dwóch świadków całego zajścia, którzy potrafili wskazać kierunek ucieczki porywaczy podwieczorków. Żeby nie tracić czasu turyści rozdzielili się na dwa teamy. Ekipa złożona z młodszej młodzieży od razu udała się w pościg. Starsza część natomiast została, żeby dokładnie zbadać wszystkie ślady i przesłuchać świadków. W ruch poszły więc lupy i wszelkie techniki przesłuchiwań. Niestety zeznania świadków nie były spójne. Według jednego z nich porywaczami była kobieta i mężczyzna, według drugiego nastolatek i mężczyzna około 30. Pierwszy świadek twierdził, że byli ubrani w spodnie z dużymi kieszeniami, a drugi utrzymywał, że jeden był w kąpielówkach, a drugi w dzwonach… No i wiele innych takich kwiatków… Kiedy już wszystkie dowody zostały zabezpieczone, starsza ekipa ruszyła śladami młodszej i porywaczy.
W tym samym czasie ekipa ścigająca pędziła ile sił w nogach, a wszystko co, znaleźli i wydawało im się ważne, a jednocześnie mogłoby opóźnić pościg zostawiali w formie zadań, dla starszych kolegów i koleżanek. I w ten oto sposób udało nam się odszyfrować listę zakupów naszych złodziei (ale kto normalny szyfruje listę zakupów?). Dalej już było prosto, ponieważ pościg zakończył się niepowodzeniem – ślady się skończyły i obie ekipy detektywistyczne spotkały się w pół drogi. Trochę podłamani, ale gdzieś w serduszkach pocieszani myślą, że w Tourist office schowane są cukierki na czarną godzinę.
Czas na poszukiwaniach tak szybko minął, że kiedy wróciliśmy do Londynu był już czas na kolację. Wyglądało na to, że naprawdę zostanie nam obejście się smakiem jeżyków…
Po kolacji jednak ktoś zauważył podrzucony list – list od Sherlocka Holmesa! Wszystko było ukartowane! A podwieczorki do nas wróciły i mogliśmy cieszyć się ich smakiem :) Wieczorem pośpiewaliśmy jeszcze i oceniliśmy zachowanie, ale zaległe, za dzień z ogniskiem. Podsumowanie tego dnia zostawiliśmy na rano.
zdjecia – comming soon
Obudziło nas słoneczko zapowiadające piękny dzień. Dlatego chętnie i sprawnie turyści wyskoczyli z namiotów i udali się na rozgrzewkę, żeby rozruszać kości i otworzyć oczy :) Zapowiadało się na udany dzień – i tak też było!
Po śniadanku i ogarnięciu hoteli (w międzyczasie na hotelach pojawiły się tabliczki z nazwami i gwiazdkami – oceną porządków za poprzedni dzień – mamy chwilowo 2 hotele 5. gwiazdkowe i 2 4.gwiazdkowe) turyści przystąpili do przyspieszonego kursu języka angielskiego. Na początek odnajdywali ukryte zwroty, a potem poszukiwali „specjalistów”, którzy mogli by im pomóc w tłumaczeniu. W ten sposób do naszego słownika trafiły takie sformułowania jak: excuse me, you’re welcome, thank you very much, no entry, sleep well, private i no problem. Następnym etapem było odszukanie nazw przedmiotów codziennego użytku. Turyści odkryli, że w Londynie jest całkiem sporo fiszek, dzięki którym łatwo można poznać nowe słówka i odświeżyć te, które zakopane są w czeluściach pamięci. Udało się też utrwalić je przy okazji kalamburów.
Następnie nadszedł czas na same przyjemności – wizyta na kąpielisku. Chłodna woda była przyjemną odmianą dla grzejącego słonka. Turyści z chęcią chlapali się, szurali brzuchami po piasku i generalnie dobrze się bawili. Niestety nic nie może wiecznie trwać i trzeba było zbierać się do Londynu i na obiad. Ale obiad też można zaliczyć do przyjemności – ogórkowa znikała błyskawicznie, w sporych ilościach, aż się uszy trzęsły!
Po obiedzie pogoda się zbiesiła. Do tego stopnia, że w czasie czasu wolnego, trzeba było błyskawicznie poprawiać porządki i zbierać z ziemi, to co nie powinno na niej być (np. plecaki), żeby w razie „w” nic nie zamokło. No i zgodnie z przewidywaniami nastąpiło oberwanie chmury. Padało bardzo intensywnie, ale na szczęście krótko.
Ale dzielni turyści, nie zrażeni ulewą wybrali się w daleką podróż, do odległych pryszniców. Właśnie tak – dziś nadszedł dzień kąpieli, bo wreszcie miała być ciepła woda (baza zainwestowała w nowy piec, tak żeby ciepłej wody starczyło dla wszystkich). Niestety z powodu komplikacji/ usterek technicznych woda była raczej chłodna… Nie przeszkadzało nam to jednak, ponieważ na dworze zdążyło się wypogodzić i znów słoneczko grzało :)
Kiedy już wszyscy uporali się z kąpielą spotkaliśmy się na trochę spóźnionym teatime’ie, a następnie pod wodzą przewodnika Ginny „zwiedziliśmy” kilka zabytków. Udało nam się zobaczyć Big Bena, London Eye i Buckingham Palace, a także zapoznać się z flagą Wielkiej Brytanii – Union Jackiem. I to byłby koniec atrakcji przed kolacją.
Wieczorem spotkaliśmy się z Jaskiniowcami i żołnierzami z SGC na apelu otwierającym obóz, a potem na wspólnym ognisku. Ognisku, na którym było extra! Pląsanie, zabawy i śpiew wprawiły nas w doskonałe nastroje, aż nie chcieliśmy kończyć. Dopiero zbierające się chmury i pierwsze krople deszczu sprawiły, że zakończyliśmy ognisko. No i właściwie na tym się skończyła „ulewa” – pokropiło, pogrzmiało i przeszło bokiem. A turyści poszli grzecznie spać.
Zdjęcia
Good night :)
pw. M. Jaszczak
Zastał nas całkiem pogodny poranek :) Ale niestety to nie słonko nas obudziło, a mali turyści, którzy mieli problem z dospaniem do pobudki… A mimo to, nikt nie był na tyle obudzony, żeby sprawnie wyszykować się na śniadanie. Właśnie dlatego większość klientek salonu fryzjerskiego zostało przyjętych po śniadaniu. Po śniadaniu turyści zmierzyli się też z pierwszymi prawdziwymi porządkami. Nikt się nie oszczędzał – trzepane były łóżka, koce, materace, prześcieradła i śpiwory, trzeba było pozbyć się ściółki, która jakimś cudem trafiła do łóżek.
Kiedy wreszcie udało nam się uporać z porządkami zajęliśmy się bardzo ważną sprawą, niezbędną do poruszania się po Londynie. Zapoznaliśmy się z przepisami ruchu drogowego! I taki ważny szczególik – tutaj jest ruch lewostronny! Tyle chyba udało się zapamiętać :) Następnie każdy udał się do warsztatu i stworzył piękną kierownicę.
Jeszcze przed obiadem, w ramach odpoczynku od zajęć statycznych, ruszyliśmy na szalone gry takie jak dentysta! Zabawy było co nie miara :)
Po obiedzie nadszedł czas na „pół godziny dla słoniny” i pół godziny czasu wolnego, turyści odkryli, że drobny sprzęt sportowy zapewnia sporo rozrywki.
Po zabawach przystąpiliśmy do egzaminu praktyczneg na prawo jazdy. Chwyciliśmy za kierownice i ruszyliśmy na trasę. Był tor wyścigowy i był plac manewrowy, policjant z lizakiem, światła i mandaty. Ale parkowanie tyłem nas ominęło :) Okazało się, że praktyka wcale nie była trudna i wszystkim sprawiła wiele radości, całe mnóstwo radości. W ten sposób zleciał nam czas do kolacji.
Wieczorem udaliśmy się na świecznisko, ale szybkie i krótkie (niestety nie zdążyliśmy za dużo pośpiewać, bo wszyscy spieszyli się do strefy kibica). Mimo to zuch Nikodem otrzymał Znaczek Zucha – zasłużył i oby tak dalej, a Tymek zdobył i otrzymał dzisiaj 2 gwiazdkę – gratulujemy! :) Udało nam się dokonać też pierwszych ocen zachowania – posypało się trochę koron (5) i double deckerów (4), niestety było też kilka herbatek, ale gorzkich… (3) i 2 metra (2…). Ale herbatki i metra obiecały poprawę! Trzymamy ich za słowa.
Później już tylko błyskawiczne mycie i wszyscy gnali do strefy kibica. Jedni zmęczeni całym dniem odpadli przed końcem pierwszej połowy, a inni dotrwali do końca. Ostatecznie turyści udali się do hoteli na zasłużony sen (jedni całkiem zadowoleni, inni marudzący coś o błędzie przy karnym Błaszczykowskiego…).
Good night :)
Zdjęcia
Dojechaliśmy szczęśliwie i od razu zabraliśmy się do pracy :) Bez problemu udało się zakwaterować w naszych apartamentach… Troszkę czasu zabrało nam ogarnięcie przestrzeni wokół siebie. Aż musieliśmy iść na obiad – całkiem smaczny :)
Po obiedzie nasi mali turyści dopełnili niezbędnych formalności – podpisali paszporty i już legalnie mogą zwiedzać Londyn! Udało nam się też zapoznać z zasadami obowiązującymi w Londynie, a także turyści wykonali mapki okolicy – tak, żeby łatwiej odnajdywać się w terenie. No i za nami już pierwszy „teatime”.
Po kolacji wystroiliśmy się w mundury i udaliśmy się na Mszę Świętą, potem ogarnęliśmy hotele – na razie mamy jeszcze drobne problemy z zachowaniem porządku i odnalezieniem się w „szafach”. Ale trochę poćwiczymy i będzie gites majonez :) Następnie przyszedł czas na akcję „cała Anglia czyta dzieciom” i spotkanie z Paddingtonem, a potem już do spania.
Zbieramy siły na jutro!
Godziny, w których można dzwonić:15:00-16:00 – ale przypominam, że dzwonimy maksymalnie co drugi dzień. Dzieci też muszą odpocząć… :)
Pozdrawiamy!
zdjęcia
Właśnie dotarliśmy na miejsce :)
Podróż minęła nam bez niespodzianek – jesteśmy gotowi do zabawy :)
Pozdrawiamy!
Zapraszam na ostatnią zbiórkę w tym roku szkolnym/harcerskim. Na zbiórkę przybywamy punktualnie w pięknym umundurowaniu! Przypominam, że do munduru nie zakładamy legginsów, różowych spodni (lub w innych fantastycznych wzorach i kolorach), sandałków i balerinek…
Rodziców zuchów jadących na obóz bardzo proszę o wypełnienie ankiety dotyczącej rozmiarów koszulek obozowych: http://goo.gl/forms/JVCWSgXErOOdghAc2, proszę też o zarezerwowanie sobie około 5 minut po następnej zbiórce – mam dla Państwa niezbędną papierologię…
Czuj!
pwd. M. Jaszczak
Zapraszam na przedostatnią zbiórkę – 15.06! Przychodzimy w koszulkach gromady :)
Bardzo proszę, żeby sprawdzić, czy po biwaku w rzeczach zuchów nie zaplątały się żółte chusty z Gapciem – brakuje nam aż 5! Mam nadzieję, że szybko się znajdą :)
Wszystkim uczestnikom biwaku i ich Rodzinom bardzo dziękuję za wspólną zabawę!
Czuj!
pwd. M. Jaszczak
Przypominam, że spotykamy się dzisiaj o 17:45 przed SP 89, w koszulkach gromady (a jeśli pogoda będzie tego wymagała, na wierzch zakładamy bluzy :)).
Z Państwem spotykamy się jutro o 15:45 na stacji LOTOS przy wyjeździe z Obornik (trzeba minąć stację Oborniki Wlkp.). Stacja znajduje się przy ul. Staszica.
Do zobaczenia, czuj!
pwd. M. Jaszczak
Zapraszam na kolejną zbiórkę :)
Po ostatniej zbiórce została ustanowiona nowa, świecka tradycja – jeżeli temperatura na dworze przekracza 25°C na zbiórkę przychodzimy w koszulkach gromady i z nakryciem głowy!
Proszę też o dostarczenie zgód na biwak (zgoda na biwak), wpłat za biwak (25zł + 2zł od każdej osoby w sobotę) oraz programowego na obóz (50zł). Zbliża się koniec roku więc proszę również o uregulowanie zaległości w składkach.
Miłego weekendu!
Czuj!
pwd. M. Jaszczak