Dzień 2, 14.07.2019
Z samego rana Kakofonix postanowił urządzić koncert swojej radosnej twórczości… Nie bez kozery ma na imię Kakofonix… Ale przynajmniej wstaliśmy :)
Pierwszy poranek nigdy do najłatwiejszych nie należy, ale udało nam się pięknie zdążyć na śniadanko. Kiedy napełniliśmy już brzuszki, w osadzie Galów zapanował porządek – nie od razu, ale zapanował. W międzyczasie robiło się cieplej i cieplej, a słoneczko zaczynało przygrzewać.
Nasza osada wciąż stawia opór najeźdźcy, ale główne siły obronne (Asterix i Obelix) wyjechali na zasłużone wakacje. Dlatego dobrze się stało, że akurat tu się pojawiliśmy! Żeby w razie „w” móc pomóc Asparanoixowi, Kakofonixowi, Panoramixowi i Falbali (i oczywiście Idefixowi), młodzi Galowie przeszli szkolenie. Przećwiczyli chowanie się przed Rzymianami, wiedzą już, po której stronie drogi chować się, gdy Rzymianie atakują z prawej i gdy atakują z lewej. Chowają się bardzo szybko i potrafią równie sprawnie wrócić do dwuszeregu.
Ćwicząc dotarliśmy na plażę, morze było zaskakująco spokojne, niemal zupełnie gładkie. Nie w głowach nam były jednak kąpiele, każdy Gal uplótł swój własny pas! Oznacza to, że każdy radzi sobie z warkoczami!
Woda okazała się mokra, więc chętni poskakali nad falami, a inni skorzystali z niej jako zaprawy do piaskowych budowli. Powstała też jedna syrena, a może bardziej syrenix?
Chętnie bawilibyśmy się dalej, ale obiad jest jak zając i nie poczeka. Zakończyliśmy zabawy i ruszyliśmy w drogę powrotną na pyszny obiadek (rosołek i kotlet z piersi kurczaka – mniami! aż uszy się trzęsły).
Po przerwie poobiedniej wskoczyliśmy w stroje kąpielowe i ruszyliśmy z powrotem na plażę. Tam podzieliliśmy się na dwie ekipy. Połowa zażywała kąpieli, pluskała się i taplała w wodzie (a niektórzy nawet rzucali się na fale). W tym czasie druga połowa brała udział w dalszych ćwiczeniach na prawdziwego Gala. Każdy stoczył pojedynek bronią białą, który był ćwiczeniem na wytrzymałość, siłę, uważność, równowagę i spryt. Wygrywał ten, kto nie dał się wypchnąć z kółka narysowanego na piasku.
Potem oczywiście była zamiana i wszyscy byli zadowoleni :)
Przed kolacją udaliśmy się na Mszę Świętą do polowego kościoła.
Wieczorem wszyscy Galowie zgromadzili się w naszej świątyni, żeby przygotować słoixy, w których będą zbierać piasek. Nie taki zwyczajny piasek, bo piasek za porządki i różne inne „rzeczy WOW” – czyli za wszytko to, co warte będzie wyróżnienia :) Każdy słoix został pięknie przyozdobiony dzięki pracy zespołowej, a na koniec pojawił się w nich pierwszy piasek.
Na koniec mieszkańcy wszystkich chat wymyślili nazwy swoich rodów. Osadę zamieszkują: Szalone, Chichoczące, Niemożliwe, Sprytni, Pancerni i Bezimienni (robocza nazwa – wciąż myślą).
Tym optymistycznym akcentem zakończyliśmy nasz dzień i wszyscy Galowie poszli spać :)
Dobranoc!
